Budzę się w mojej komnacie, wszystko jest tak ja powinno. No, może nie wszystko.
Nie ma Josha, wyszłam na korytarz, na którym zawsze
ktoś jest. Co jest? Gdzie się wszyscy podziali? Słyszę warkot zza rogu,
idę tam. Czemu ja to robię? Warkot jest coraz głośniejszy.
Stój! Krzyczę sama do siebie, nie mam pojęcia czemu, i tak idę dalej.
Natychmiast masz stanąć! Annabeth! Stój!
Kiedy moje ciało mnie wreszcie usłuchało, staję. Nie na długo.
Straszny ból przeszywa moje plecy, odwracam się i widzę potwora.
Czarnego wilczura rozrywającego moje ciało. Krew rozpryskuje się po ścianie, oślepiając mnie na parę sekund. Kiedyś otarłam oczy z krwi wszystko dzieje się z innej perspektywy.
Widzę to z góry.
Patrzę, jak wilk rozrywa ciało dziecka. Co się dzieje? Czemu nie mogę się ruszyć?
Po 20 minutach stania w kącie monstrum odchodzi.
Widzę poszarpane ciało małej blondynki.
Widzę to z góry.
Patrzę, jak wilk rozrywa ciało dziecka. Co się dzieje? Czemu nie mogę się ruszyć?
Po 20 minutach stania w kącie monstrum odchodzi.
Widzę poszarpane ciało małej blondynki.
To ja.
Budzę się i słyszę czyiś krzyk, po chwili uświadamiam sobie, że to ja.
Josh się zrywa, do pokoju wbiega Ares z bronią w ręce.
-To nic, miałam zły sen -powiedziałam ze łzami w oczach, to nie było normalne.
-Dziewczyno, obudziłaś wszystkich, każdy już chciał wbiec tu z całym arsenałem zbrojnym ! -Ares stał nade mną lekko podirytowany, Josh głaskał mnie po głowie.
-Przepraszam. -wstaję i ruszam do kuchni, chcę się czegoś napić. Przepraszam ich znów, po drodze mijam wiele osób, prawie nikogo nie znam. W kuchni stoi mały skrzat, nasz pomocnik.
-Mogłabym prosić ciepłe mleko? -nic innego nie wpadło mi do głowy.
-Zrobię ci kakao, dobrze? -właściwie czemu nie?
-Poproszę. -usiadłam na krześle czekając na kakao. Co to właściwie za sen? Wywołałam większe zamieszanie niż Ares, który podczas ćwiczeń zabił prawie naszego instruktora.
-Pani kakao, pani Annabeth. -mały skrzat podał mi gorący napój, podziękowałam i ruszyłam do mojego pokoju. Otworzyłam drzwi i zobaczyłam znów czarnego wilczura,stojącego nad łóżkiem. To nie sen. Upuściłam kubek i tym samym obudziłam Josha, potwór zniknął, a ja stałam w drzwiach cała się trzęsąc.
-Co się stało? -Czarnowłosy podszedł do mnie i przytulił.
-Znów to widziałam.
-Co ?
-Wilka, który zabił moją ciotkę. Śnił mi się dziś, dlatego krzyczałam, teraz wydawało mi się, że stoi tam.
-Chodźmy spać. Przemęczasz się. -Josh pocałował mnie i kazał iść spać, a sam posprzątał to co rozlałam. Kiedy skończył położył się obok mnie i przytulił. Zwinęłam się w embrion i spałam tak do rana.
-Wstawaj kwiatuszku -nade mną stała pani Hoffman, nasza służąca, pomocnica.
-Nie chcę. Nie mam zamiaru.
-Jedziesz dziś do świata normalnych.
-Po co?
-Nie mam pojęcia...
Po śniadaniu schodzimy na dół. Czeka tam na nas Tonny i jacyś ludzie.
-Witaj, księżniczko. Dzisiaj masz ważne zadanie. Wybierzesz się do Nowego Yorku. -Tonny kładzie mi rękę na ramieniu -Jedziesz sama.
-Nie. Nie ma mowy. Sama? Pfff. Nie. -patrzę na niego, a on tylko unosi brew i wychodzi. Nie podoba mi się to. Nie jestem samolubna, ale nie chcę sama jechać do Nowego Yorku.
-Przepraszam za niego, ma dziś zły humor -odpowiada piękna, czarnowłosa kobieta. Na obojczyku ma tatuaże, 6 wron. Co to znaczy? -mam na imię Ariana, zanim wyruszysz do Nowego Yorku, będę musiała zmienić twój wygląd. Tak, aby nikt cię nie poznał, panno Annabeth.
-A my? -zapomniałam, że Ares nadal stoi za mną. Ma potargane włosy i siniaka na policzku. Co on robił?
-Wy zostajecie. Macie ważniejsze szkolenie. -Ariana każe mi usiąść i bierze nożyczki do ręki. Łapie za moje włosy.
-Czekaj! Muszę je obcinać?
-Hmm... Zobaczymy. -odłożyła nożyczki. Ufff. Nie chcę ich obcinać.
-W takim razie je przefarbujemy. -to lepsze niż obcinanie.
Po 40 minutach patrzę w lustro. Kim jest ta dziewczyna? Ma takie same rysy twarzy, te same błękitne oczy, takie samo drobne ciało. Tyle, że dziewczyna w lustrze ma niebieskie włosy, mocno zarysowane oczy. Wygląda na bezwzględną morderczynię.
-Nie wyglądam jak ja.
-Tak miało być. Idź na dziedziniec.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam, ze tak długo nic nie dodawałam ;c
Nie mam ostatnio czasu '^'
-Nie mam pojęcia...
Po śniadaniu schodzimy na dół. Czeka tam na nas Tonny i jacyś ludzie.
-Witaj, księżniczko. Dzisiaj masz ważne zadanie. Wybierzesz się do Nowego Yorku. -Tonny kładzie mi rękę na ramieniu -Jedziesz sama.
-Nie. Nie ma mowy. Sama? Pfff. Nie. -patrzę na niego, a on tylko unosi brew i wychodzi. Nie podoba mi się to. Nie jestem samolubna, ale nie chcę sama jechać do Nowego Yorku.
-Przepraszam za niego, ma dziś zły humor -odpowiada piękna, czarnowłosa kobieta. Na obojczyku ma tatuaże, 6 wron. Co to znaczy? -mam na imię Ariana, zanim wyruszysz do Nowego Yorku, będę musiała zmienić twój wygląd. Tak, aby nikt cię nie poznał, panno Annabeth.
-A my? -zapomniałam, że Ares nadal stoi za mną. Ma potargane włosy i siniaka na policzku. Co on robił?
-Wy zostajecie. Macie ważniejsze szkolenie. -Ariana każe mi usiąść i bierze nożyczki do ręki. Łapie za moje włosy.
-Czekaj! Muszę je obcinać?
-Hmm... Zobaczymy. -odłożyła nożyczki. Ufff. Nie chcę ich obcinać.
-W takim razie je przefarbujemy. -to lepsze niż obcinanie.
Po 40 minutach patrzę w lustro. Kim jest ta dziewczyna? Ma takie same rysy twarzy, te same błękitne oczy, takie samo drobne ciało. Tyle, że dziewczyna w lustrze ma niebieskie włosy, mocno zarysowane oczy. Wygląda na bezwzględną morderczynię.
-Nie wyglądam jak ja.
-Tak miało być. Idź na dziedziniec.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam, ze tak długo nic nie dodawałam ;c
Nie mam ostatnio czasu '^'