czwartek, 27 lutego 2014

Część 5.

Budzę się w mojej komnacie, wszystko jest tak ja powinno. No, może nie wszystko.
Nie ma Josha, wyszłam na korytarz, na którym zawsze
ktoś jest. Co jest? Gdzie się wszyscy podziali? Słyszę warkot zza rogu,
idę tam. Czemu ja to robię? Warkot jest coraz głośniejszy.
Stój! Krzyczę sama do siebie, nie mam pojęcia czemu, i tak idę dalej.
Natychmiast masz stanąć! Annabeth! Stój!
Kiedy moje ciało mnie wreszcie usłuchało, staję. Nie na długo.
Straszny ból przeszywa moje plecy, odwracam się i widzę potwora.
Czarnego wilczura rozrywającego moje ciało. Krew rozpryskuje się po ścianie, oślepiając mnie na parę sekund. Kiedyś otarłam oczy z krwi wszystko dzieje się z innej perspektywy.
Widzę to z góry. 
Patrzę, jak wilk rozrywa ciało dziecka. Co się dzieje? Czemu nie mogę się ruszyć? 
Po 20 minutach stania w kącie monstrum odchodzi. 
Widzę poszarpane ciało małej blondynki.
To ja.
Budzę się i słyszę czyiś krzyk, po chwili uświadamiam sobie, że to ja.
Josh się zrywa, do pokoju wbiega Ares z bronią w ręce.
-To nic, miałam zły sen -powiedziałam ze łzami w oczach, to nie było normalne. 
-Dziewczyno, obudziłaś wszystkich, każdy już chciał wbiec tu z całym arsenałem zbrojnym ! -Ares stał nade  mną lekko podirytowany, Josh głaskał mnie po głowie.
-Przepraszam. -wstaję i ruszam do kuchni, chcę się czegoś napić. Przepraszam ich znów, po drodze mijam wiele osób, prawie nikogo nie znam. W kuchni stoi mały skrzat, nasz pomocnik. 
-Mogłabym prosić ciepłe mleko? -nic innego nie wpadło mi do głowy.
-Zrobię ci kakao, dobrze? -właściwie czemu nie?
-Poproszę. -usiadłam na krześle czekając na kakao. Co to właściwie za sen? Wywołałam większe zamieszanie niż Ares, który podczas ćwiczeń zabił prawie naszego instruktora. 
-Pani kakao, pani Annabeth. -mały skrzat podał mi gorący napój, podziękowałam i ruszyłam do mojego pokoju. Otworzyłam drzwi i zobaczyłam znów czarnego wilczura,stojącego nad łóżkiem. To nie sen. Upuściłam kubek i tym samym obudziłam Josha, potwór zniknął, a ja stałam w drzwiach cała się trzęsąc. 
-Co się stało? -Czarnowłosy podszedł do mnie i przytulił.
-Znów to widziałam.
-Co ?
-Wilka, który zabił moją ciotkę. Śnił mi się dziś, dlatego krzyczałam, teraz wydawało mi się, że stoi tam.
-Chodźmy spać. Przemęczasz się. -Josh pocałował mnie i kazał iść spać, a sam posprzątał to co rozlałam. Kiedy skończył położył się obok mnie i przytulił. Zwinęłam się w embrion i spałam tak do rana. 
-Wstawaj kwiatuszku -nade mną stała pani Hoffman, nasza służąca, pomocnica. 
-Nie chcę. Nie mam zamiaru.
-Jedziesz dziś do świata normalnych.
-Po co?
-Nie mam pojęcia...

  Po śniadaniu schodzimy na dół. Czeka tam na nas Tonny i jacyś ludzie.
-Witaj, księżniczko. Dzisiaj masz ważne zadanie. Wybierzesz się do Nowego Yorku. -Tonny kładzie mi rękę na ramieniu -Jedziesz sama.
-Nie. Nie ma mowy. Sama? Pfff. Nie. -patrzę na niego, a on tylko unosi brew i wychodzi. Nie podoba mi się to. Nie jestem samolubna, ale nie chcę sama jechać do Nowego Yorku.
-Przepraszam za niego, ma dziś zły humor -odpowiada piękna, czarnowłosa kobieta. Na obojczyku ma tatuaże, 6 wron. Co to znaczy? -mam na imię Ariana, zanim wyruszysz do Nowego Yorku, będę musiała zmienić twój wygląd. Tak, aby nikt cię nie poznał, panno Annabeth.
-A my? -zapomniałam, że Ares nadal stoi za mną. Ma potargane włosy i siniaka na policzku. Co on robił?
-Wy zostajecie. Macie ważniejsze szkolenie. -Ariana każe mi usiąść i bierze nożyczki do ręki. Łapie za moje włosy.
-Czekaj! Muszę je obcinać?
-Hmm... Zobaczymy. -odłożyła nożyczki. Ufff. Nie chcę ich obcinać.
-W takim razie je przefarbujemy. -to lepsze niż obcinanie.
  Po 40 minutach patrzę w lustro. Kim jest ta dziewczyna? Ma takie same rysy twarzy, te same błękitne oczy, takie samo drobne ciało. Tyle, że dziewczyna w lustrze ma niebieskie włosy, mocno zarysowane oczy. Wygląda na bezwzględną morderczynię.
-Nie wyglądam jak ja.
-Tak miało być. Idź na dziedziniec.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam, ze tak długo nic nie dodawałam ;c
Nie mam ostatnio czasu '^' 

czwartek, 6 lutego 2014

Część 4.

 Co to Wataha Nocnych Łowców? To smoczy i szlachecki ród, matka tej smoczycy był smokiem naszego ojca. Smoczyca jest biała, piękna i mała, jej czarne oczy połyskują w popołudniowym słońcu. Podeszła do mnie, przyjrzała mi się, rozwinęła małe skrzydełka i wleciała mi na ramię.
-Hej mała -powiedziałam z uśmiechem, smoczyca pieszczotliwie pchnęła mnie pyskiem w polik. Oddaliłam się kawałek i przyglądałam się smoczycy. Jak cię nazwać? Tego jeszcze nie wiem. Po 30 minutach z Jamy wyszedł czarny smok. Dostojny i niewiele większy od mojego. Z tej odległości nie widzę go dobrze. To smok Aresa. Chwilę potem wyszedł niebieski, mniejszy smok, podszedł do Josha i szybko wleciał mu na ramię.
-Jak mamy je nazwać? -Ares podszedł do mnie i usiadł, jego smok potruchtał zanim
-Pamiętasz "Grę o Tron"? Była tam Khaleesi, i tak nazwę mojego smoka.
- Ja nie wiem jak go nazwę, Josh już chyba coś wymyślił, ale nazwa smoka nie jest teraz najważniejsza. Jutro mamy jakieś zajęcie czy coś, musimy się przygotować do rządzenia państwem. -a, no tak. Państwo. Nie mam ochoty na takie rzeczy. Nie lubię rządzić, a tym bardziej słuchać kogoś. Ares jest starzy więc to on będzie sprawował "główną" władzę. Tak mi powiedziano. Bo skoro jesteśmy bliźniakami z przepowiedni, to musimy rządzić razem. Jak na rodzeństwo przystało.
  Jakąś godzinę potem siedzieliśmy już w zamku. Służba pokazała nam nasze pokoje, ja miałam wspólny z Joshem, nasz pokój jest wielki. Znajduje się tam wielkie cyjanowe, dwuosobowe łóżko z kotarami. Pierwsze co zrobiłam to rzuciłam się na nie. Leżąc na łóżku oglądam pokój. Ściany są pistacjowe, wielka cyjanowa szafa stoi w rogu, obok niej wisi największe lustro jakie widziałam, Josh położył się obok. Dawno z nim nie rozmawiałam.
-Kocham cię -jedyne co mi przyszło do głowy.
-Ja ciebie też, najmocniej na świecie. -chciałam go pocałować, ale do pokoju weszła służba i wyjęła z szafy masę rzeczy. Położyła obok nas ubrania, kazała się w nie ubrać i wyjść na dziedziniec. To są ubrania? Żartowałam. To jakieś stroje na bitwę Tytanów.
  Ubrania, ykhym,  stroje są w większości czarne, na zgięciach rąk i nóg są ochraniacze, strój ma liczne otwory i uchwyty na broń. Gdy się ubraliśmy zeszliśmy na dół, przyznaję, wyglądam w tym stroju seksownie.
Na dziedzińcu stoją różne manekiny, stojaki z gronią oraz nasz instruktor. Łysy facet.
-Witam księżniczko Annabeth, gdzie pański brat ?
-A bo ja wiem ?
-Idę ! -Ares biegł przez krużganki.
-Przepraszam za spóźnienie panie... -Ares zwrócił się szeptem do mnie- jak on ma na imię ?
-Ayron, panie Shadow.
-Ah, no tak. -Ares cofnął się i oglądał miecze.
  Cały trening trwał prawie 3 godziny, po tym ruszyliśmy na obiad. Siedzimy w wielkiej i złotej sali. Jedeznie właśnie podali, ciepłe i złote kurczaki, ziemniaki, makarony, surówki, zupy, napoje i inne wymyślne potrawy których nazw nie znam. To wszystko dla naszej trójki. Kiedy tylko zaczęłam jeść do sali wpadły smoki i czekały na nas. Jest już koło 22, nie mam czasu dla Khaleesi, ale pobawię się z nią. Jak tylko zjem.
  Po zjedzeniu ruszyliśmy znów na dziedziniec i bawiliśmy się ze smokami, to może dziecinne, ale są najlepsze na świecie.
-Chodźmy spać -proponuję i biorę Khaleesi na ręce, ruszamy w stronę pokoju. Josh dogania mnie i otwiera mi drzwi. Miło z jego strony, w końcu to mój chłopak. Kiedy wszystko jest już gotowe idę spać. Kładę głowę na ramieniu Josha i momentalnie zasypiam.

czwartek, 30 stycznia 2014

Część 3.

Pierwszy raz podróżuję na smoku. To coś, czego nie da się opisać, trzymam smoka za pas przypięty do jego pleców. Skrzydła co jakiś czas ocierają się o nogi, moje blond włosy są rozwiane, lekko łaskoczą mnie w policzki.
- Jak ci idzie? -mój brat bliźniak, Ares podlatuje blisko i podaje mi jabłko
- Jak ja to mam zjeść ?Prowadzę ! -Ares zaczął się śmiać, resztę drogi spędziłam na robieniu piruetów i innych sztuczek. Naprawdę szybko opanowałam jazdę na smoku.
 Kiedy dotarliśmy moim
  oczom ukazał się przepiękny widok. Kolorowe pola, zielone lasy, liczne i piękne budynki. Na szczycie góry stał wielki zamek, był ładny, ale od dawna nie zamieszkany. Ludzie mieszkający tutaj byli świetnie zorganizowani i odpowiedzialni. Od wieków nie wybierano tu króla. Abbe tłumaczyła mi, że czekają na królów z przepowiedni.

- Tam na dole jest jest pas do lądowania !- Abbe wskazała mi palcem długi i bardzo szeroki pas, wyglądający jak lotnisko
- Mają tu samoloty ?
- Nie ! To dla smoków i pegazów.
Pegazów ? To miejsce wydaje mi się być coraz bardziej dziwne.
 Wszyscy wylądowaliśmy, Abbe zmniejszyła smoki i schowała do torby
- Tędy. -wszyscy ruszyliśmy za różowowłosą dziewczyną. Złapałam Josha za rękę, Ares szedł obok mnie.
- Co my tu robimy ? -Josh rozglądał się po budynkach, najwyraźniej nie podoba mu się miejsce.
- Nie mam zielonego pojęcia, Josh
- Tu jesteście ! -zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć otrzymałam siarczystego całusa w nos. Tonny Syrat. Czarodziej, magik czy jak mu tam. - Taak ? -odpowiedziałam i cofnęłam się do tyłu.- Chodźcie szybko ! -Tonny złapał mnie za rękę, ja pociągnęłam Josha. Abbe szła razem z Aresem na końcu. Nie podoba mi się to. Po 5 minutach marszu trafiliśmy do jednego z domków. Był cały niebieski z wymyślnymi kształtami, okna była okrągłe i duże, prawie że na całe ściany. Drzwi były idealnie wyrzeźbione, klamka na samym środku. Kiedy weszłam do środka poczułam zapach migdałów, całe pomieszczenie było mocno oświetlone, na szafkach i półkach stało tysiące książek i buteleczek, słoiki i różne pudełka. - No więc, co was tu sprowadza ? Abbe mówiła, że przyjedziecie, ale nie mówiła po co. -Syrat wyglądał na 25 lat chociaż każdy wie, że ma jakieś 1500, ma czarne kręcone włosy, jego oczy są zielone i piękne, cera niemal, że biała

- Chodzi o przepowiednie. - Abbe przeszła za moimi plecami, w tym czasie Tonny usiadł na luksusowym, fioletowym fotelu
- Ach, tak. Annabeth usiądź. - wskazał mi pufę wypełnioną styropianem - Zawsze myśleliście, że nie macie rodziców. Wasi rodzice oddali za was życie, żeby was ratować. Byli wyjątkowi, jak wy. Wasza "ciotka" była czarodziejką i waszą opiekunką. - zatkało mnie - Żeby was chronić wysłaliśmy was do świata śmiertelników, niestety demony was odnalazły i trzeba było was tu przyprowadzić. Właściwie to wasze państwo. 
- Ale... jak ? Nie rozumiem. Ja i Ares tu rządzimy ? - nadal nic nie rozumiem, o co chodzi ? Ja nie umiem panować na własnymi mocami a co dopiero nad państwem !
- Spokojnie. Na razie będziecie to mieszkać. Dostaniecie smoki
- Smoki ? -Josh odłożył żółtą buteleczkę i podszedł bliżej 
- Tak, nauczycie się latać na nich jak najlepiej i jak je siodłać
- Ok, to kiedy zaczynamy - wstałam i chciałam już wyjść, ten smród mnie osłabiał
- Idźcie. - Tonny wezwał jakiegoś łysego faceta, który miał nas zaprowadzić do stajni.
  Szliśmy 5 minut, aż dotarliśmy do wielkiej jaskini. Do Smoczej Jamy. Tutaj smoki nas wybierają, my tego nie robimy. Po 10 minutach czekania z Jamy wyszedł jeden smok. Łysy facet wyjaśnił mi, że należy do Watahy Nocnych Łowców. 

czwartek, 26 grudnia 2013

Część 2.

Tonny Syrat.
  Gdzieś to już kiedyś słyszałam, chyba nawet wiem kto to jest.
-Ten czarodziej ?-spytałam
-Żaden czarodziej ! To nie jest Harry Potter, to potężny mag, i myślę, że czas już wam wszystko wytłumaczyć. -Abbe wygląda na zirytowaną i troszkę zmieszaną. Wygląda jakby zrobiła coś złego, to mnie nie pokoi
-Ktoś mi wytłumaczy, o co tu chodzi ? -różowo włosa dziewczyna usiadła tuż obok Josha, nie musiałam ukrywać, że mi się to nie podoba. Kiedy tylko spojrzał na moją twarz odsunął się i spytał ponownie -Tooo ? Ktoś mi wytłumaczy kto to i o co chodzi ?
-Ach... Tonny to potężny mag, miał się opiekować Aresem i Annabeth, ale dla ich dobra oraz bezpieczeństwa wysłał ich na "Ziemię" i wmówił wam, że Julia to wasza ciotka. Kiedyś demony uciekły z podziemi i próbowały was dopaść. Każdy wiedział kim jesteście. Nikt wam nigdy nie mówił, ale po jakimś czasie zaczęliście sami się domyślać. Ty Annabeth zaczęłaś władać wodą, a ty Ares ogniem. Nie jesteście jakimiś tam  zwykłymi czarodziejami, ale kimś ważnym dla świata. Ja wam więcej nie powiem, ponieważ mi nie wolno. I tak za dużo powiedziałam.
  Zapadła cisza. Przyglądałam się w osłupieni Aresowi, a on mi. Żadne z nas nie wiedziało o co chodzi.
-Czyli ? Gdzie jedziemy ? -spytałam się, bo nadal nie wierzyłam
-Do Avandelle.
-Gdzie ?! -spytałam równo z Aresem
-Avandelle... Coś jak, Hogwart ? Narnia ? Będziecie tam bezpieczni i będziecie się tam szkolić. Ty Josh też musisz jechać.
-Po co ? Ja mam rodzinę i w ogóle, bez urazy Annabeth, jak wyjadę tak po prostu to zaczną mnie szukać.
-Zapomną o tobie. -Abbe się uśmiechnęła
-Jak to ? Tak po prostu ?
-Magia.
  W tym momencie Abbe wstała i wyskoczyła przez okno.
-Nie ogarniam -Ares siedział na łóżku szpitalnym z otwartymi ustami -O co tu chodzi?
-Nie mam pojęcia. -odparłam i do pokoju znowu wskoczyła Abbe.
-Trzymaj -podała mi małą sakiewkę ze zwierzęcej skóry, coś się w niej poruszało. Taką samą dała Aresowi i Joshowi.
-Co to ?-spytałam, woreczek zrobił się ciepły
-Smok ?! -Ares wyjął małą jaszczurkę, ale ona miała chyba... Skrzydła ?
-Tak -dziewczyna wyjęła mojego smoka z woreczka -A jak chcecie się dostać do Avandelle ?
-No, nie wiem -Josh wyjął swojego smoka. Patrzył się na niego z obrzydzeniem. I dobrze, ja też nie lubię gadów.
-I co ? Polecimy w szpitalnych ciuszkach ? -spytałam
-Nie, wasze rzeczy są w tej szafce. -spojrzałam w stronę telewizora. Stała tam szara szafa, Josh podszedł do niej i wyjął nasze rzeczy.
-Proszę -podał mi moje ubrania, uśmiechnął się i podał rzeczy Aresowi -Przebieralnia jest tam -wskazał palcem na żółty parawan stojący w kącie sali.
-No cóż. Zaraz wracam -ruszyłam w stronę parawanu, chciałam jak najszybciej się ubrać i wyjść z tego szpitala. Miałam problem z założeniem spodni. Rana na nodze dawała o sobie znać i nie mogłam jej zgiąć.
-Chyba jednak będę musiała się przebrać -wyszłam zza parawanu i spojrzałam w brudne lustro. Moje spodnie były podarte i brudne od krwi, koszula nie miała jednego rękawa.
  Spojrzałam na Aresa. On nie miał ubrań, tylko piżamę, z resztą i tak była podarta.
-Trzeba wam skombinować ciuchy. -Abbe obejrzała mnie -jesteś wyższa i masz zupełnie inną budowę. Trzeba jechać po twoje ubrania.
-Ja pojadę -Josh wstał, podałam mu kluczyki od domu i poprosiłam, żeby przywiózł coś dla Aresa, wytłumaczyłam mu, co ma jeszcze wziąć.
  Wyszedł z pokoju, po chwili usłyszałam warkot silnika. No tak, ona ma już prawko.
Czekaliśmy na niego nie całe 20 minut. Tym czasem Abbe wytłumaczyła nam obsługę smoka, starałam się chociaż trochę z tego zrozumieć.
-Masz. -podał mi ubrania, dobrze wybrał. Wszystko było ładnie złożone co jest w moim pokoju rzadkością. Nawet nie wiem jakim cudem znalazł szafę w tym syfie, który panuje w moim pokoju. Podszedł do Aresa i wręczył mu jego ubrania.
  Kiedy jesteśmy już gotowi Abbe wstaje
-No to w drogę.



------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Posty nie będą pojawiać się zbyt szybko ! Przepraszam, ale brak czasu daje o sobie znać, no wiecie. Muszę ratować świat ! W końcu jestem tą ważną.

niedziela, 22 grudnia 2013

Część 1.

  Jasne światło wpadło do mojego pokoju, wszystko było jak zawsze, ściany obwieszone rysunkami smoków, elfów i nimf, ubrania na podłodze, biurko zawalone kartkami i śmieciami. To nie jest tak, że nie chce mi się sprzątać. Ja po prostu nie umiem utrzymać porządku, ostatni raz sprzątałam tu... jakoś na Wielkanoc ? Zeszłego roku?...
  Wstałam i spojrzałam w lustro. Zobaczyłam piękną, potarganą blondynkę o drobnej twarzy, długich włosach i morskich,wielkich oczach. Mój brat też tak wygląda. No tak... mój brat bliźniak,Ares. Kocham go, bo to mój brat, jest ode mnie starszy. O 10 minut. Nie znamy naszych rodziców, odkąd pamiętam wychowywała nas ciocia, młoda i zaradna kobieta. Ma ciemne kasztanowe włosy, sięgające do ramion. Ja jej nienawidzę, Ares ją kocha. Nie wiem czemu, ale ona mnie nienawidzi. Uważa, że jestem nienormalna... Może dlatego, że rysuję dziwne magiczne stworzenia, ale to nie wszystko. Potrafię zrobić z woda co tylko chcę, ale ona tego nie wie. Wie to tylko mój brat. On też tak umie, ale nie tak dobrze jak ja. Zakładam zwykłe jeansy, białą bluzkę i koszulę. Wychodzę z pokoju i uderzam z impetem w Aresa. Jak zwykle rano był potargany, wyglądał prawie jak ja, miał blond włosy, morskie oczy i drobną, ale ładną twarz. Jedyne czym się różnimy, to policzkami, ona ma dołeczki a ja nie. Wszyscy nasi znajomi mówią, że wygląda jak Sam Claflin, znam jeszcze kogoś kto wygląda jak gwiazda filmowa. Ale o nim potem.
-AU ! -wykrzyczałam
-Wstawaj ! Przepraszam, ale coś dziwnego się dzieje
To nie była dla mnie nowość, słyszę to codziennie, i zawsze jest to prawdą. Wczoraj widzieliśmy 3 nimfy w jeziorze. No cóż. Los tak chciał.
-Przestań ! -Ares nadal mnie ciągnie za rękę
-No chodź !
Chciałam już powiedzieć, żeby mnie puścił, ale do korytarza wbiegł pies. Nasza Luna, suczka z 3 łapami, Ares znalazł ją na ulicy. Tyle że, to nie wyglądało jak Luna. Miała wszystkie łapy, długi pysk, czerwone oczy, a ślina ciekła temu z pyska.
-CO DO JASNEJ! -nie zdążyłam dokończyć bo to zaczęło rozgryzać mi nogę. Jedyne co zobaczyłam to Ares z tłuczkiem do mięsa w ręku i ciotka, która mdleje. Potem było tylko gorzej. Ja i Ares trafiliśmy do szpitala, na nodze mam jakieś 20 szwów, może więcej, Ares ma szwy na ręce i policzku.
-Nie śpisz ? -moim oczom ukazała się znajoma twarz. To mój chłopak, Josh. Nie dość, że wygląda jak Josh Hutcherson to jeszcze ma takie samo imie. Z taką różnicą, że on ma czarne oczy, jak węgiel. Całe szczęście on też wszystko wie. Co potrafię i kim jestem, wygadałam mu się jakiś rok temu.
-Nie -zaprzeczam, ale po chwili dodaję- Co się stało? Gdzie ciotka ?
-Ona, Annabeth, twoja ciotka...
-Nie żyje -zza pleców słyszę głos brata, najwyraźniej nie spał.
-Co? Gdzie będziemy mieszkać ? -nadal nie mogę uwierzyć. Nigdy za nią nie przepadałam, ale jest mi potrzebna, sama nie wiem do czego, ale ją potrzebuję.
-Ten pies ją zabił, próbowałem coś zrobić, ale..
-To nie twoja wina. -nie wytrzymuję -Ares ty niczego nie jesteś winien.
-Właściwie co to było?
-Nie mam pojęcia...
-Ja chyba wiem. -w oknie stała Abbe, koleżanka Aresa. Ma długie różowe włosy, kocie oczy, uszy i ogon. Sama nie wiem czym ona jest. Nie lubię jej, może dlatego, że zarywa do Aresa, nie wiem czemu to mi tak przeszkadza. Jak dla mnie mogłaby skoczyć z mostu.
-Mów. -rozkazałam jej nawet się nie odwracając. Nie chcę jej widzieć
-Demon. -po tych słowach wybuchłam śmiechem
-Jak to demon?  Tak po prostu? Taki z podziemi? Z Hadesu !?
-Tak myślę... -przez chwilę patrzyła się w przestrzeń, jakby nad czymś myślała -Tak myślę...-dodała i podeszła bliżej. Złapała mnie za nogę, wylała na nią jakiś fioletowy płyn, a ja zawyłam z bólu.
-Demon. -teraz już miałam pewność. Z mojej rany unosiła się czarna mgiełka.
-I co dalej? -spojrzałam na nią, a ona tylko pomachała ogonem i wyjęła coś ze swojej torby. Była to mała sówka, taka zwykła. Napisała coś na karteczce i przyczepiła do nóżki sówki. Wypowiedziała czyjeś imię, a sówka wyleciała przez otwarte okno. Chociaż go dobrze nie usłyszałam chyba wiem kto to. Już wcześniej słyszałam to nazwisko. Dawno ale to dawno temu.

sobota, 21 grudnia 2013

Cześć,
Nazywam się Annabeth. Chciałabym opisać Wam, moją niezwykłą historię... Wszystko zaczęło się dzięki pewnej kobiecie, bo to ona dała mi coś, czego świat nie widział, i nie ujrzy, jeżeli będzie nadal taki... Taki... Zwykły. Jest to coś, co pragnie mieć dużo osób, coś, co naukowcy badają od lat. A mianowicie... Moc.