Jasne światło wpadło do mojego pokoju, wszystko było jak zawsze, ściany obwieszone rysunkami smoków, elfów i nimf, ubrania na podłodze, biurko zawalone kartkami i śmieciami. To nie jest tak, że nie chce mi się sprzątać. Ja po prostu nie umiem utrzymać porządku, ostatni raz sprzątałam tu... jakoś na Wielkanoc ? Zeszłego roku?...
Wstałam i spojrzałam w lustro. Zobaczyłam piękną, potarganą blondynkę o drobnej twarzy, długich włosach i morskich,wielkich oczach. Mój brat też tak wygląda. No tak... mój brat bliźniak,Ares. Kocham go, bo to mój brat, jest ode mnie starszy. O 10 minut. Nie znamy naszych rodziców, odkąd pamiętam wychowywała nas ciocia, młoda i zaradna kobieta. Ma ciemne kasztanowe włosy, sięgające do ramion. Ja jej nienawidzę, Ares ją kocha. Nie wiem czemu, ale ona mnie nienawidzi. Uważa, że jestem nienormalna... Może dlatego, że rysuję dziwne magiczne stworzenia, ale to nie wszystko. Potrafię zrobić z woda co tylko chcę, ale ona tego nie wie. Wie to tylko mój brat. On też tak umie, ale nie tak dobrze jak ja. Zakładam zwykłe jeansy, białą bluzkę i koszulę. Wychodzę z pokoju i uderzam z impetem w Aresa. Jak zwykle rano był potargany, wyglądał prawie jak ja, miał blond włosy, morskie oczy i drobną, ale ładną twarz. Jedyne czym się różnimy, to policzkami, ona ma dołeczki a ja nie. Wszyscy nasi znajomi mówią, że wygląda jak Sam Claflin, znam jeszcze kogoś kto wygląda jak gwiazda filmowa. Ale o nim potem.
-AU ! -wykrzyczałam
-Wstawaj ! Przepraszam, ale coś dziwnego się dzieje
To nie była dla mnie nowość, słyszę to codziennie, i zawsze jest to prawdą. Wczoraj widzieliśmy 3 nimfy w jeziorze. No cóż. Los tak chciał.
-Przestań ! -Ares nadal mnie ciągnie za rękę
-No chodź !
Chciałam już powiedzieć, żeby mnie puścił, ale do korytarza wbiegł pies. Nasza Luna, suczka z 3 łapami, Ares znalazł ją na ulicy. Tyle że, to nie wyglądało jak Luna. Miała wszystkie łapy, długi pysk, czerwone oczy, a ślina ciekła temu z pyska.
-CO DO JASNEJ! -nie zdążyłam dokończyć bo to zaczęło rozgryzać mi nogę. Jedyne co zobaczyłam to Ares z tłuczkiem do mięsa w ręku i ciotka, która mdleje. Potem było tylko gorzej. Ja i Ares trafiliśmy do szpitala, na nodze mam jakieś 20 szwów, może więcej, Ares ma szwy na ręce i policzku.
-Nie śpisz ? -moim oczom ukazała się znajoma twarz. To mój chłopak, Josh. Nie dość, że wygląda jak Josh Hutcherson to jeszcze ma takie samo imie. Z taką różnicą, że on ma czarne oczy, jak węgiel. Całe szczęście on też wszystko wie. Co potrafię i kim jestem, wygadałam mu się jakiś rok temu.
-Nie -zaprzeczam, ale po chwili dodaję- Co się stało? Gdzie ciotka ?
-Ona, Annabeth, twoja ciotka...
-Nie żyje -zza pleców słyszę głos brata, najwyraźniej nie spał.
-Co? Gdzie będziemy mieszkać ? -nadal nie mogę uwierzyć. Nigdy za nią nie przepadałam, ale jest mi potrzebna, sama nie wiem do czego, ale ją potrzebuję.
-Ten pies ją zabił, próbowałem coś zrobić, ale..
-To nie twoja wina. -nie wytrzymuję -Ares ty niczego nie jesteś winien.
-Właściwie co to było?
-Nie mam pojęcia...
-Ja chyba wiem. -w oknie stała Abbe, koleżanka Aresa. Ma długie różowe włosy, kocie oczy, uszy i ogon. Sama nie wiem czym ona jest. Nie lubię jej, może dlatego, że zarywa do Aresa, nie wiem czemu to mi tak przeszkadza. Jak dla mnie mogłaby skoczyć z mostu.
-Mów. -rozkazałam jej nawet się nie odwracając. Nie chcę jej widzieć
-Demon. -po tych słowach wybuchłam śmiechem
-Jak to demon? Tak po prostu? Taki z podziemi? Z Hadesu !?
-Tak myślę... -przez chwilę patrzyła się w przestrzeń, jakby nad czymś myślała -Tak myślę...-dodała i podeszła bliżej. Złapała mnie za nogę, wylała na nią jakiś fioletowy płyn, a ja zawyłam z bólu.
-Demon. -teraz już miałam pewność. Z mojej rany unosiła się czarna mgiełka.
-I co dalej? -spojrzałam na nią, a ona tylko pomachała ogonem i wyjęła coś ze swojej torby. Była to mała sówka, taka zwykła. Napisała coś na karteczce i przyczepiła do nóżki sówki. Wypowiedziała czyjeś imię, a sówka wyleciała przez otwarte okno. Chociaż go dobrze nie usłyszałam chyba wiem kto to. Już wcześniej słyszałam to nazwisko. Dawno ale to dawno temu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz