Co to Wataha Nocnych Łowców? To smoczy i szlachecki ród, matka tej smoczycy był smokiem naszego ojca. Smoczyca jest biała, piękna i mała, jej czarne oczy połyskują w popołudniowym słońcu. Podeszła do mnie, przyjrzała mi się, rozwinęła małe skrzydełka i wleciała mi na ramię.
-Hej mała -powiedziałam z uśmiechem, smoczyca pieszczotliwie pchnęła mnie pyskiem w polik. Oddaliłam się kawałek i przyglądałam się smoczycy. Jak cię nazwać? Tego jeszcze nie wiem. Po 30 minutach z Jamy wyszedł czarny smok. Dostojny i niewiele większy od mojego. Z tej odległości nie widzę go dobrze. To smok Aresa. Chwilę potem wyszedł niebieski, mniejszy smok, podszedł do Josha i szybko wleciał mu na ramię.
-Jak mamy je nazwać? -Ares podszedł do mnie i usiadł, jego smok potruchtał zanim
-Pamiętasz "Grę o Tron"? Była tam Khaleesi, i tak nazwę mojego smoka.
- Ja nie wiem jak go nazwę, Josh już chyba coś wymyślił, ale nazwa smoka nie jest teraz najważniejsza. Jutro mamy jakieś zajęcie czy coś, musimy się przygotować do rządzenia państwem. -a, no tak. Państwo. Nie mam ochoty na takie rzeczy. Nie lubię rządzić, a tym bardziej słuchać kogoś. Ares jest starzy więc to on będzie sprawował "główną" władzę. Tak mi powiedziano. Bo skoro jesteśmy bliźniakami z przepowiedni, to musimy rządzić razem. Jak na rodzeństwo przystało.
Jakąś godzinę potem siedzieliśmy już w zamku. Służba pokazała nam nasze pokoje, ja miałam wspólny z Joshem, nasz pokój jest wielki. Znajduje się tam wielkie cyjanowe, dwuosobowe łóżko z kotarami. Pierwsze co zrobiłam to rzuciłam się na nie. Leżąc na łóżku oglądam pokój. Ściany są pistacjowe, wielka cyjanowa szafa stoi w rogu, obok niej wisi największe lustro jakie widziałam, Josh położył się obok. Dawno z nim nie rozmawiałam.
-Kocham cię -jedyne co mi przyszło do głowy.
-Ja ciebie też, najmocniej na świecie. -chciałam go pocałować, ale do pokoju weszła służba i wyjęła z szafy masę rzeczy. Położyła obok nas ubrania, kazała się w nie ubrać i wyjść na dziedziniec. To są ubrania? Żartowałam. To jakieś stroje na bitwę Tytanów.
Ubrania, ykhym, stroje są w większości czarne, na zgięciach rąk i nóg są ochraniacze, strój ma liczne otwory i uchwyty na broń. Gdy się ubraliśmy zeszliśmy na dół, przyznaję, wyglądam w tym stroju seksownie.
Na dziedzińcu stoją różne manekiny, stojaki z gronią oraz nasz instruktor. Łysy facet.
-Witam księżniczko Annabeth, gdzie pański brat ?
-A bo ja wiem ?
-Idę ! -Ares biegł przez krużganki.
-Przepraszam za spóźnienie panie... -Ares zwrócił się szeptem do mnie- jak on ma na imię ?
-Ayron, panie Shadow.
-Ah, no tak. -Ares cofnął się i oglądał miecze.
Cały trening trwał prawie 3 godziny, po tym ruszyliśmy na obiad. Siedzimy w wielkiej i złotej sali. Jedeznie właśnie podali, ciepłe i złote kurczaki, ziemniaki, makarony, surówki, zupy, napoje i inne wymyślne potrawy których nazw nie znam. To wszystko dla naszej trójki. Kiedy tylko zaczęłam jeść do sali wpadły smoki i czekały na nas. Jest już koło 22, nie mam czasu dla Khaleesi, ale pobawię się z nią. Jak tylko zjem.
Po zjedzeniu ruszyliśmy znów na dziedziniec i bawiliśmy się ze smokami, to może dziecinne, ale są najlepsze na świecie.
-Chodźmy spać -proponuję i biorę Khaleesi na ręce, ruszamy w stronę pokoju. Josh dogania mnie i otwiera mi drzwi. Miło z jego strony, w końcu to mój chłopak. Kiedy wszystko jest już gotowe idę spać. Kładę głowę na ramieniu Josha i momentalnie zasypiam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz