czwartek, 30 stycznia 2014

Część 3.

Pierwszy raz podróżuję na smoku. To coś, czego nie da się opisać, trzymam smoka za pas przypięty do jego pleców. Skrzydła co jakiś czas ocierają się o nogi, moje blond włosy są rozwiane, lekko łaskoczą mnie w policzki.
- Jak ci idzie? -mój brat bliźniak, Ares podlatuje blisko i podaje mi jabłko
- Jak ja to mam zjeść ?Prowadzę ! -Ares zaczął się śmiać, resztę drogi spędziłam na robieniu piruetów i innych sztuczek. Naprawdę szybko opanowałam jazdę na smoku.
 Kiedy dotarliśmy moim
  oczom ukazał się przepiękny widok. Kolorowe pola, zielone lasy, liczne i piękne budynki. Na szczycie góry stał wielki zamek, był ładny, ale od dawna nie zamieszkany. Ludzie mieszkający tutaj byli świetnie zorganizowani i odpowiedzialni. Od wieków nie wybierano tu króla. Abbe tłumaczyła mi, że czekają na królów z przepowiedni.

- Tam na dole jest jest pas do lądowania !- Abbe wskazała mi palcem długi i bardzo szeroki pas, wyglądający jak lotnisko
- Mają tu samoloty ?
- Nie ! To dla smoków i pegazów.
Pegazów ? To miejsce wydaje mi się być coraz bardziej dziwne.
 Wszyscy wylądowaliśmy, Abbe zmniejszyła smoki i schowała do torby
- Tędy. -wszyscy ruszyliśmy za różowowłosą dziewczyną. Złapałam Josha za rękę, Ares szedł obok mnie.
- Co my tu robimy ? -Josh rozglądał się po budynkach, najwyraźniej nie podoba mu się miejsce.
- Nie mam zielonego pojęcia, Josh
- Tu jesteście ! -zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć otrzymałam siarczystego całusa w nos. Tonny Syrat. Czarodziej, magik czy jak mu tam. - Taak ? -odpowiedziałam i cofnęłam się do tyłu.- Chodźcie szybko ! -Tonny złapał mnie za rękę, ja pociągnęłam Josha. Abbe szła razem z Aresem na końcu. Nie podoba mi się to. Po 5 minutach marszu trafiliśmy do jednego z domków. Był cały niebieski z wymyślnymi kształtami, okna była okrągłe i duże, prawie że na całe ściany. Drzwi były idealnie wyrzeźbione, klamka na samym środku. Kiedy weszłam do środka poczułam zapach migdałów, całe pomieszczenie było mocno oświetlone, na szafkach i półkach stało tysiące książek i buteleczek, słoiki i różne pudełka. - No więc, co was tu sprowadza ? Abbe mówiła, że przyjedziecie, ale nie mówiła po co. -Syrat wyglądał na 25 lat chociaż każdy wie, że ma jakieś 1500, ma czarne kręcone włosy, jego oczy są zielone i piękne, cera niemal, że biała

- Chodzi o przepowiednie. - Abbe przeszła za moimi plecami, w tym czasie Tonny usiadł na luksusowym, fioletowym fotelu
- Ach, tak. Annabeth usiądź. - wskazał mi pufę wypełnioną styropianem - Zawsze myśleliście, że nie macie rodziców. Wasi rodzice oddali za was życie, żeby was ratować. Byli wyjątkowi, jak wy. Wasza "ciotka" była czarodziejką i waszą opiekunką. - zatkało mnie - Żeby was chronić wysłaliśmy was do świata śmiertelników, niestety demony was odnalazły i trzeba było was tu przyprowadzić. Właściwie to wasze państwo. 
- Ale... jak ? Nie rozumiem. Ja i Ares tu rządzimy ? - nadal nic nie rozumiem, o co chodzi ? Ja nie umiem panować na własnymi mocami a co dopiero nad państwem !
- Spokojnie. Na razie będziecie to mieszkać. Dostaniecie smoki
- Smoki ? -Josh odłożył żółtą buteleczkę i podszedł bliżej 
- Tak, nauczycie się latać na nich jak najlepiej i jak je siodłać
- Ok, to kiedy zaczynamy - wstałam i chciałam już wyjść, ten smród mnie osłabiał
- Idźcie. - Tonny wezwał jakiegoś łysego faceta, który miał nas zaprowadzić do stajni.
  Szliśmy 5 minut, aż dotarliśmy do wielkiej jaskini. Do Smoczej Jamy. Tutaj smoki nas wybierają, my tego nie robimy. Po 10 minutach czekania z Jamy wyszedł jeden smok. Łysy facet wyjaśnił mi, że należy do Watahy Nocnych Łowców.