Tonny Syrat.
Gdzieś to już kiedyś słyszałam, chyba nawet wiem kto to jest.
-Ten czarodziej ?-spytałam
-Żaden czarodziej ! To nie jest Harry Potter, to potężny mag, i myślę, że czas już wam wszystko wytłumaczyć. -Abbe wygląda na zirytowaną i troszkę zmieszaną. Wygląda jakby zrobiła coś złego, to mnie nie pokoi
-Ktoś mi wytłumaczy, o co tu chodzi ? -różowo włosa dziewczyna usiadła tuż obok Josha, nie musiałam ukrywać, że mi się to nie podoba. Kiedy tylko spojrzał na moją twarz odsunął się i spytał ponownie -Tooo ? Ktoś mi wytłumaczy kto to i o co chodzi ?
-Ach... Tonny to potężny mag, miał się opiekować Aresem i Annabeth, ale dla ich dobra oraz bezpieczeństwa wysłał ich na "Ziemię" i wmówił wam, że Julia to wasza ciotka. Kiedyś demony uciekły z podziemi i próbowały was dopaść. Każdy wiedział kim jesteście. Nikt wam nigdy nie mówił, ale po jakimś czasie zaczęliście sami się domyślać. Ty Annabeth zaczęłaś władać wodą, a ty Ares ogniem. Nie jesteście jakimiś tam zwykłymi czarodziejami, ale kimś ważnym dla świata. Ja wam więcej nie powiem, ponieważ mi nie wolno. I tak za dużo powiedziałam.
Zapadła cisza. Przyglądałam się w osłupieni Aresowi, a on mi. Żadne z nas nie wiedziało o co chodzi.
-Czyli ? Gdzie jedziemy ? -spytałam się, bo nadal nie wierzyłam
-Do Avandelle.
-Gdzie ?! -spytałam równo z Aresem
-Avandelle... Coś jak, Hogwart ? Narnia ? Będziecie tam bezpieczni i będziecie się tam szkolić. Ty Josh też musisz jechać.
-Po co ? Ja mam rodzinę i w ogóle, bez urazy Annabeth, jak wyjadę tak po prostu to zaczną mnie szukać.
-Zapomną o tobie. -Abbe się uśmiechnęła
-Jak to ? Tak po prostu ?
-Magia.
W tym momencie Abbe wstała i wyskoczyła przez okno.
-Nie ogarniam -Ares siedział na łóżku szpitalnym z otwartymi ustami -O co tu chodzi?
-Nie mam pojęcia. -odparłam i do pokoju znowu wskoczyła Abbe.
-Trzymaj -podała mi małą sakiewkę ze zwierzęcej skóry, coś się w niej poruszało. Taką samą dała Aresowi i Joshowi.
-Co to ?-spytałam, woreczek zrobił się ciepły
-Smok ?! -Ares wyjął małą jaszczurkę, ale ona miała chyba... Skrzydła ?
-Tak -dziewczyna wyjęła mojego smoka z woreczka -A jak chcecie się dostać do Avandelle ?
-No, nie wiem -Josh wyjął swojego smoka. Patrzył się na niego z obrzydzeniem. I dobrze, ja też nie lubię gadów.
-I co ? Polecimy w szpitalnych ciuszkach ? -spytałam
-Nie, wasze rzeczy są w tej szafce. -spojrzałam w stronę telewizora. Stała tam szara szafa, Josh podszedł do niej i wyjął nasze rzeczy.
-Proszę -podał mi moje ubrania, uśmiechnął się i podał rzeczy Aresowi -Przebieralnia jest tam -wskazał palcem na żółty parawan stojący w kącie sali.
-No cóż. Zaraz wracam -ruszyłam w stronę parawanu, chciałam jak najszybciej się ubrać i wyjść z tego szpitala. Miałam problem z założeniem spodni. Rana na nodze dawała o sobie znać i nie mogłam jej zgiąć.
-Chyba jednak będę musiała się przebrać -wyszłam zza parawanu i spojrzałam w brudne lustro. Moje spodnie były podarte i brudne od krwi, koszula nie miała jednego rękawa.
Spojrzałam na Aresa. On nie miał ubrań, tylko piżamę, z resztą i tak była podarta.
-Trzeba wam skombinować ciuchy. -Abbe obejrzała mnie -jesteś wyższa i masz zupełnie inną budowę. Trzeba jechać po twoje ubrania.
-Ja pojadę -Josh wstał, podałam mu kluczyki od domu i poprosiłam, żeby przywiózł coś dla Aresa, wytłumaczyłam mu, co ma jeszcze wziąć.
Wyszedł z pokoju, po chwili usłyszałam warkot silnika. No tak, ona ma już prawko.
Czekaliśmy na niego nie całe 20 minut. Tym czasem Abbe wytłumaczyła nam obsługę smoka, starałam się chociaż trochę z tego zrozumieć.
-Masz. -podał mi ubrania, dobrze wybrał. Wszystko było ładnie złożone co jest w moim pokoju rzadkością. Nawet nie wiem jakim cudem znalazł szafę w tym syfie, który panuje w moim pokoju. Podszedł do Aresa i wręczył mu jego ubrania.
Kiedy jesteśmy już gotowi Abbe wstaje
-No to w drogę.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Posty nie będą pojawiać się zbyt szybko ! Przepraszam, ale brak czasu daje o sobie znać, no wiecie. Muszę ratować świat ! W końcu jestem tą ważną.
czwartek, 26 grudnia 2013
niedziela, 22 grudnia 2013
Część 1.
Jasne światło wpadło do mojego pokoju, wszystko było jak zawsze, ściany obwieszone rysunkami smoków, elfów i nimf, ubrania na podłodze, biurko zawalone kartkami i śmieciami. To nie jest tak, że nie chce mi się sprzątać. Ja po prostu nie umiem utrzymać porządku, ostatni raz sprzątałam tu... jakoś na Wielkanoc ? Zeszłego roku?...
Wstałam i spojrzałam w lustro. Zobaczyłam piękną, potarganą blondynkę o drobnej twarzy, długich włosach i morskich,wielkich oczach. Mój brat też tak wygląda. No tak... mój brat bliźniak,Ares. Kocham go, bo to mój brat, jest ode mnie starszy. O 10 minut. Nie znamy naszych rodziców, odkąd pamiętam wychowywała nas ciocia, młoda i zaradna kobieta. Ma ciemne kasztanowe włosy, sięgające do ramion. Ja jej nienawidzę, Ares ją kocha. Nie wiem czemu, ale ona mnie nienawidzi. Uważa, że jestem nienormalna... Może dlatego, że rysuję dziwne magiczne stworzenia, ale to nie wszystko. Potrafię zrobić z woda co tylko chcę, ale ona tego nie wie. Wie to tylko mój brat. On też tak umie, ale nie tak dobrze jak ja. Zakładam zwykłe jeansy, białą bluzkę i koszulę. Wychodzę z pokoju i uderzam z impetem w Aresa. Jak zwykle rano był potargany, wyglądał prawie jak ja, miał blond włosy, morskie oczy i drobną, ale ładną twarz. Jedyne czym się różnimy, to policzkami, ona ma dołeczki a ja nie. Wszyscy nasi znajomi mówią, że wygląda jak Sam Claflin, znam jeszcze kogoś kto wygląda jak gwiazda filmowa. Ale o nim potem.
-AU ! -wykrzyczałam
-Wstawaj ! Przepraszam, ale coś dziwnego się dzieje
To nie była dla mnie nowość, słyszę to codziennie, i zawsze jest to prawdą. Wczoraj widzieliśmy 3 nimfy w jeziorze. No cóż. Los tak chciał.
-Przestań ! -Ares nadal mnie ciągnie za rękę
-No chodź !
Chciałam już powiedzieć, żeby mnie puścił, ale do korytarza wbiegł pies. Nasza Luna, suczka z 3 łapami, Ares znalazł ją na ulicy. Tyle że, to nie wyglądało jak Luna. Miała wszystkie łapy, długi pysk, czerwone oczy, a ślina ciekła temu z pyska.
-CO DO JASNEJ! -nie zdążyłam dokończyć bo to zaczęło rozgryzać mi nogę. Jedyne co zobaczyłam to Ares z tłuczkiem do mięsa w ręku i ciotka, która mdleje. Potem było tylko gorzej. Ja i Ares trafiliśmy do szpitala, na nodze mam jakieś 20 szwów, może więcej, Ares ma szwy na ręce i policzku.
-Nie śpisz ? -moim oczom ukazała się znajoma twarz. To mój chłopak, Josh. Nie dość, że wygląda jak Josh Hutcherson to jeszcze ma takie samo imie. Z taką różnicą, że on ma czarne oczy, jak węgiel. Całe szczęście on też wszystko wie. Co potrafię i kim jestem, wygadałam mu się jakiś rok temu.
-Nie -zaprzeczam, ale po chwili dodaję- Co się stało? Gdzie ciotka ?
-Ona, Annabeth, twoja ciotka...
-Nie żyje -zza pleców słyszę głos brata, najwyraźniej nie spał.
-Co? Gdzie będziemy mieszkać ? -nadal nie mogę uwierzyć. Nigdy za nią nie przepadałam, ale jest mi potrzebna, sama nie wiem do czego, ale ją potrzebuję.
-Ten pies ją zabił, próbowałem coś zrobić, ale..
-To nie twoja wina. -nie wytrzymuję -Ares ty niczego nie jesteś winien.
-Właściwie co to było?
-Nie mam pojęcia...
-Ja chyba wiem. -w oknie stała Abbe, koleżanka Aresa. Ma długie różowe włosy, kocie oczy, uszy i ogon. Sama nie wiem czym ona jest. Nie lubię jej, może dlatego, że zarywa do Aresa, nie wiem czemu to mi tak przeszkadza. Jak dla mnie mogłaby skoczyć z mostu.
-Mów. -rozkazałam jej nawet się nie odwracając. Nie chcę jej widzieć
-Demon. -po tych słowach wybuchłam śmiechem
-Jak to demon? Tak po prostu? Taki z podziemi? Z Hadesu !?
-Tak myślę... -przez chwilę patrzyła się w przestrzeń, jakby nad czymś myślała -Tak myślę...-dodała i podeszła bliżej. Złapała mnie za nogę, wylała na nią jakiś fioletowy płyn, a ja zawyłam z bólu.
-Demon. -teraz już miałam pewność. Z mojej rany unosiła się czarna mgiełka.
-I co dalej? -spojrzałam na nią, a ona tylko pomachała ogonem i wyjęła coś ze swojej torby. Była to mała sówka, taka zwykła. Napisała coś na karteczce i przyczepiła do nóżki sówki. Wypowiedziała czyjeś imię, a sówka wyleciała przez otwarte okno. Chociaż go dobrze nie usłyszałam chyba wiem kto to. Już wcześniej słyszałam to nazwisko. Dawno ale to dawno temu.
Wstałam i spojrzałam w lustro. Zobaczyłam piękną, potarganą blondynkę o drobnej twarzy, długich włosach i morskich,wielkich oczach. Mój brat też tak wygląda. No tak... mój brat bliźniak,Ares. Kocham go, bo to mój brat, jest ode mnie starszy. O 10 minut. Nie znamy naszych rodziców, odkąd pamiętam wychowywała nas ciocia, młoda i zaradna kobieta. Ma ciemne kasztanowe włosy, sięgające do ramion. Ja jej nienawidzę, Ares ją kocha. Nie wiem czemu, ale ona mnie nienawidzi. Uważa, że jestem nienormalna... Może dlatego, że rysuję dziwne magiczne stworzenia, ale to nie wszystko. Potrafię zrobić z woda co tylko chcę, ale ona tego nie wie. Wie to tylko mój brat. On też tak umie, ale nie tak dobrze jak ja. Zakładam zwykłe jeansy, białą bluzkę i koszulę. Wychodzę z pokoju i uderzam z impetem w Aresa. Jak zwykle rano był potargany, wyglądał prawie jak ja, miał blond włosy, morskie oczy i drobną, ale ładną twarz. Jedyne czym się różnimy, to policzkami, ona ma dołeczki a ja nie. Wszyscy nasi znajomi mówią, że wygląda jak Sam Claflin, znam jeszcze kogoś kto wygląda jak gwiazda filmowa. Ale o nim potem.
-AU ! -wykrzyczałam
-Wstawaj ! Przepraszam, ale coś dziwnego się dzieje
To nie była dla mnie nowość, słyszę to codziennie, i zawsze jest to prawdą. Wczoraj widzieliśmy 3 nimfy w jeziorze. No cóż. Los tak chciał.
-Przestań ! -Ares nadal mnie ciągnie za rękę
-No chodź !
Chciałam już powiedzieć, żeby mnie puścił, ale do korytarza wbiegł pies. Nasza Luna, suczka z 3 łapami, Ares znalazł ją na ulicy. Tyle że, to nie wyglądało jak Luna. Miała wszystkie łapy, długi pysk, czerwone oczy, a ślina ciekła temu z pyska.
-CO DO JASNEJ! -nie zdążyłam dokończyć bo to zaczęło rozgryzać mi nogę. Jedyne co zobaczyłam to Ares z tłuczkiem do mięsa w ręku i ciotka, która mdleje. Potem było tylko gorzej. Ja i Ares trafiliśmy do szpitala, na nodze mam jakieś 20 szwów, może więcej, Ares ma szwy na ręce i policzku.
-Nie śpisz ? -moim oczom ukazała się znajoma twarz. To mój chłopak, Josh. Nie dość, że wygląda jak Josh Hutcherson to jeszcze ma takie samo imie. Z taką różnicą, że on ma czarne oczy, jak węgiel. Całe szczęście on też wszystko wie. Co potrafię i kim jestem, wygadałam mu się jakiś rok temu.
-Nie -zaprzeczam, ale po chwili dodaję- Co się stało? Gdzie ciotka ?
-Ona, Annabeth, twoja ciotka...
-Nie żyje -zza pleców słyszę głos brata, najwyraźniej nie spał.
-Co? Gdzie będziemy mieszkać ? -nadal nie mogę uwierzyć. Nigdy za nią nie przepadałam, ale jest mi potrzebna, sama nie wiem do czego, ale ją potrzebuję.
-Ten pies ją zabił, próbowałem coś zrobić, ale..
-To nie twoja wina. -nie wytrzymuję -Ares ty niczego nie jesteś winien.
-Właściwie co to było?
-Nie mam pojęcia...
-Ja chyba wiem. -w oknie stała Abbe, koleżanka Aresa. Ma długie różowe włosy, kocie oczy, uszy i ogon. Sama nie wiem czym ona jest. Nie lubię jej, może dlatego, że zarywa do Aresa, nie wiem czemu to mi tak przeszkadza. Jak dla mnie mogłaby skoczyć z mostu.
-Mów. -rozkazałam jej nawet się nie odwracając. Nie chcę jej widzieć
-Demon. -po tych słowach wybuchłam śmiechem
-Jak to demon? Tak po prostu? Taki z podziemi? Z Hadesu !?
-Tak myślę... -przez chwilę patrzyła się w przestrzeń, jakby nad czymś myślała -Tak myślę...-dodała i podeszła bliżej. Złapała mnie za nogę, wylała na nią jakiś fioletowy płyn, a ja zawyłam z bólu.
-Demon. -teraz już miałam pewność. Z mojej rany unosiła się czarna mgiełka.
-I co dalej? -spojrzałam na nią, a ona tylko pomachała ogonem i wyjęła coś ze swojej torby. Była to mała sówka, taka zwykła. Napisała coś na karteczce i przyczepiła do nóżki sówki. Wypowiedziała czyjeś imię, a sówka wyleciała przez otwarte okno. Chociaż go dobrze nie usłyszałam chyba wiem kto to. Już wcześniej słyszałam to nazwisko. Dawno ale to dawno temu.
sobota, 21 grudnia 2013
Cześć,
Nazywam się Annabeth. Chciałabym opisać Wam, moją niezwykłą historię... Wszystko zaczęło się dzięki pewnej kobiecie, bo to ona dała mi coś, czego świat nie widział, i nie ujrzy, jeżeli będzie nadal taki... Taki... Zwykły. Jest to coś, co pragnie mieć dużo osób, coś, co naukowcy badają od lat. A mianowicie... Moc.
Nazywam się Annabeth. Chciałabym opisać Wam, moją niezwykłą historię... Wszystko zaczęło się dzięki pewnej kobiecie, bo to ona dała mi coś, czego świat nie widział, i nie ujrzy, jeżeli będzie nadal taki... Taki... Zwykły. Jest to coś, co pragnie mieć dużo osób, coś, co naukowcy badają od lat. A mianowicie... Moc.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)